Blog > Komentarze do wpisu
Odchudzanie jednak boli

Byłam w Hamburgu, ale hamburgerów nie jadłam. Właściwie niewiele jadłam bo wizytowałam niejadka, a głupio mi było jeść więcej niż dwumetrowy chłop. W tej głodówce pomogły zresztą emocje - zaciśnięty żołądek i właściwie nic mi nie wchodziło.

A że przy okazji spacerowałam i (niestety tylko) raz przez te 5 dni poszłam pobiegać (za to przez 45 minut), wróciłam o prawie kilogram chudsza i węższa o kolejny centymetr w talii.

Niemal prosto z lotniska wpadłam na pierwszy zjazd studiów podyplomowych (na AWF-ie, a co!), gdzie bite trzy dni siedziałam na czterech literach i waga zamiast zejść w dół, w poniedziałek pokazała 0,2 więcej. No szlag mnie trafi! Chyba nigdy nie zejdę poniżej 80 kg!

A właśnie że zejdę! Nasze panie psycholożki nie pozwoliłyby mi na pewno wmawiać sobie, że nie zejdę. Na ostatnim spotkaniu tuż przed moim wyjazdem rozmawiałyśmy o tym, dlaczego tak trudno jest się dalej odchudzać. Wyjaśniły to tak: To nie żadna magia ani złośliwość ciała. Każdy z nas ma taką wajchę, którą jak pociągnie w dół - chudnie, jak popuści w górę - tyje. Skoro więc nie chudniemy, za mało w naszym życiu wyrzeczeń. Odchudzanie jednak boli. Brutalna prawda, ale prawda. Zatem kieliszek wina, czy kawałeczek ciasta, na które sobie czasem przy niedzieli pozwalam, jak widać skutecznie sabotują moje cele. A przede mną jeszcze 3,5 kg. Wydaje się mało, ale walka o nie jest straszna. 

A dziś jeszcze dobił mnie trener Krzysiek w Gymnasionie. Chwalę się, że wczoraj na bieżni byłam bitą godzinę i dorobiłam się potnych zacieków jak agent Mulder z Archiwum X podczas coodcinkowej przebieżki. A trener na to: Biegasz 8,8 km/h - biegaj co najmniej 9. Robisz pięciominutowe marsze po 10 minutach biegu - rób trzyminutowe. Skoro wytrzymałaś godzinę, oznacza to, że możesz dać z siebie więcej. To daj, inaczej nie schudniesz.

No i przywalił mi takim treningiem, że nie wiem, czy jutro z łóżka wstanę. Musiałam dziś np. leżąc na plecach wyciskać nogami 80 kg blok. Myślałam, że mi łydki popękają. Tak jakoś nienaturalnie się wybrzuszyły... A trener na to: Po dobrym treningu nóg chłopaki schodzą po schodach tyłem. A potem zamienił moje dotychczasowe trzy serie po 20 brzuszków, na trzy razy 30 i to z obciążeniem. A na dolne partie brzucha dwa razy tyle co zwykle i też z obciążeniem (ała!). No i ręce... Niefrasobliwie powiedziałam dziś: Krzysiu, widziałby mi się triceps. No to dostałam wycisk ze sztangami aż ramiona omdlały. Ale podobno idąc dalej tym planem treningowym jeszcze przed Świętami zobaczę triceps. Ekstra, co?

wtorek, 17 listopada 2009, dorota_frontczak

Komentarze
2009/11/18 21:02:04
Dorota, za tą bieżnie szacun, wróciłem właśnie z siłki, spróbowałem metody 10min biegu 3 min marszu, jesteś pewna ze to nie jest odwrotnie? ;)
-
2009/11/19 14:48:29
Dorota,
Wyrazy uznania i ubolewania :)
-
2009/11/19 16:05:54
Ale przyzanaj ze mimo wszystko sprawiło ci to przyjemność? :)