| < Grudzień 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31            
Zakładki:
Drużyna III edycji
Kilogramy gubią też:
Polecamy:
Partnerzy akcji:
Poprzednia edycja:
poniedziałek, 28 czerwca 2010
Łukasz schudł 20 kg

Minęło 20 kilogramów. Część pewnie nieproszona zamieszka znów w moim ciałku. Inna, może zostawi mnie już wreszcie w spokoju. Ogromnym sukcesem jest dla mnie odkrycie sportu i umiaru. Ale największym zaskoczeniem jest fakt, że posiadam mózg. I w dodatku potrafię go użyć! Dlatego namawiam wszystkich z całego serca, nie powtarzajcie w kółko, że z tym, czy tamtym stanowczo nie dacie sobie rady... Że nie możecie powstrzymać apetytu, że nie lubicie aktywności, że najbardziej smakuje w nocy, że słodycze to sens życia. Da się naprawdę! I naprawdę można zmienić swoje życie! Wiem, że minęły dopiero cztery miesiące, a ja się wymądrzam, ale czynię to ze zwyczajnego szczęścia i radości! Odwagi!

A co jak waga wróci? Trudno. I tak będzie warto chociaż dla tych kilkunastu dni szczupłości!

Serdecznie dziękuje za te przemiłe cztery miesiące i obiecuje nie „dać zbyt prędko ciała” i nie nabrać ciała.

http://www.tvp.pl/styl-zycia/magazyny-sniadaniowe/pytanie-na-sniadanie/druzyna-odwagi/polacy-odwagi-93-kilogramy-mniej/2031491

13:57, dorota_frontczak , Łukasz Nowicki
Link Komentarze (4) »
Agnieszka schudła 12 kg

Założyłam z lekką obawą, że stracę w ciągu tych 4 miesięcy 10 kg. Udało się 2 kg więcej i uważam, że to wielki sukces. Wiele zawdzięczam akcji. To ona dała mi siłę, motywację i zapał do realizacji swojego celu. Jestem z siebie zadowolona, a to najważniejsze. Sport sprawia mi ogromną przyjemność, jak tylko pogoda sprzyja, jeżdżę do pracy na rowerze. Co prawda mam blisko, ale zawsze to dodatkowy ruch w ciągu dnia i korki nie obowiązują.
Siłownia, brzuszki w domu, długie spacery - super.

Gorzej z dietą. Na początku byłam zaczarowana dokładną rozpiską, co mam kupić, jak przygotować i jak często jeść. Szybko jednak okazało się, że zaczyna mnie to irytować. Czasem zerkałam na przepisy wybierając to, co mi odpowiada. Po prostu jem zdrowo - dużo warzyw, samo gotowane lub pieczone. Codziennie jem śniadania, zwykle płatki owsiane na mleku. Zabieram posiłki do pracy, żeby nie głodować i tym samym nie podjadać „głupot”. Dzięki temu nie dopuszczam do wilczego głodu i nie rzucam się na jedzenie po powrocie do domu. Przy okazji całkiem niechcący zadbałam o linię i zdrowie moich domowników, bo jedzą to, co ja i za to im dziękuję.

Obawiam się tylko tego, żeby nie zmarnować tego wysiłku i wielu wyrzeczeń. Mam nadzieje, że to zmienię swoje nawyki na zawsze. Liczę na to, że wkrótce przestaną być wyrzeczeniami ale moim naturalnym trybem życia.

Agata schudła 13 kg

Akcja się zakończyła, ale nie zakończyła się odwaga w naszej drużynie. Myślę, że po miesiącach ciężkiej pracy każdy z nas nie ma ochoty wrócić do dawnego trybu życia! Mimo, że to dużo łatwiejsze. Co mi się nie podobało w ciągu ostatnich miesięcy, to dieta.
Przy naszym trybie pracy, dieta proponowana przez fantastyczne dietetyczki była trudna do realizowania. Po kilku tygodniach zastrajkowałam. Będąc po 21:00 w domu, nie byłam w stanie ruszyć ręką ani nogą, a co dopiero przygotowywać jadłospis na następny dzień - np. krokiety z dorsza w sosie cytrynowym. Musiałabym siedzieć w kuchni do 1:00 nad ranem. Na szczęście pani Karolina, moja ulubiona dietetyczka, zorientowała się, że łatwiej jest zgrilować pierś kurczaka bez żadnych „atrakcji”. I zaczęłam być zadowolona.

Nigdy też nie sądziłam, że mogę chodzić na siłownię. Po prostu wstydziłam się pokazywać swoje „boczki”.
A teraz puenta: nie mam zadyszki, a mój kolega z pracy powiedział zdumiony: Sierant, ty biegasz?
Schudłam 13 kg, powinnam schudnąć jeszcze 20 kg. Mam nadzieję, że mi się to uda.

13:40, dorota_frontczak , Agata Sierant
Link Dodaj komentarz »
Lech schudł 8 kg

Doczołgałem się do wyniku 83,6 kg. Dużo to czy mało? Trudno orzec. Dawno temu ważyłem znacznie mniej, ale teraz i tak czuję się o niebo lepiej niż w momencie, gdy zbliżałem się do kwintala. Zmieniłem swoje nawyki, co tylko wychodzi mi na zdrowie. A jeżeli połączyć to z moim silnym postanowieniem dalszego przerzucania żelastwa na siłowni, to zapewne o taki własnie efekt chodziło organizatorom akcji. Mam nadzieję, że są ze mnie zadowoleni.

W ostatnich tygodniach trochę zmieniły mi się zapatrywania na akcję i postanowiłem więcej nie chudnąć, tylko zamieniać „budyń” na masę mięśniową. Dlatego kilogramów przestało ubywać, ale wyraźnie zaczęły mi się zmieniać obwody w różnych partiach ciała. Powoli zanika opona wokół bioder i pasa a przyrastam za to w obręczy barkowej  - tak właśnie miało być!

Dziewczyny nadal się za mną nie oglądają i chyba muszę się już z tym pogodzić. Każdy wiek ma swoje prawa. Adonisem już pewnie nie zostanę, będę więc próbował upodobnić się do Arnolda Schwarzeneggera, oczywiście w wersji emerytalnej.

13:26, dorota_frontczak , Lech Potyński
Link Dodaj komentarz »
Ewa schudła 7,2 kg

Wczoraj wieczorem leciutko poćwiczyłam a dziś nagroda - 62,8 kg. Ach – cudowne 62 kilogramy, kiedyście były ze mną ostatni raz? Chyba za wojny chińsko – japońskiej. Zostańcie ze mną sześćdziesiąt dwa kilogramy! Zostańcie na tydzień, dwa, a potem niech stanie za progiem 61. A potem zobaczymy. Piszę „zobaczymy” ponieważ kilku moich radiowych ekspertów, a są to mężczyźni, z których zdaniem się liczę, powiedziało, że już więcej nie muszę.

A poważnie, to mimo żem w ogonie drużyny, tom bardzo szczęśliwa. Posmakowałam siłowni – ale chodziłam za rzadko. Za to po wakacjach biorę się do porządnego ćwiczenia. I nie po to żeby chudnąć, ale żeby to, co ciągle jeszcze sflaczałe, stało się jędrniejsze. W tym miejscu głoszę pochwałę Krzysia Stachurskiego – naszego trenera z Gymnasionu – to musi być strasznie nudne stać koło takich jak ja i liczyć „raz, dwa, trzy, cztery” niebożątkom, co czerwone i spocone złym wzrokiem patrzą na kata swego.

Największe zaskoczenie: nie cierpiałam z głodu, choć tak na oko jem jedną trzecią tego, co poprzednio. Nie męczyłam się też tak, jak przy poprzednich próbach odchudzania. To chyba stąd, że jem CZĘSTO. Teraz muszę się tylko przyłożyć do gotowania, bo za często zastępowałam obiad kanapką. I na koniec – spódniczka ze zdjęciu ma rozmiar 38! A ja mam aż 7 cm mniej w pasie. Naprawdę można schudnąć!

13:23, dorota_frontczak , Ewa Podolska
Link Dodaj komentarz »
sobota, 26 czerwca 2010
Liwiusz schudł 18 kg

Wielka jest siła człowieczego hartu ducha skoro doprowadziła do utraty wagi nawet u takiego łakomczucha jak ja. Recepta wydaje się być bardzo prosta - dieta, ćwiczenia, systematyczność i odrobina silnej woli. Oczywiście, jeżeli tylko jest taka możliwość, należy skorzystać z usług dietetyka.

Chudnięcie przynosi same „plusy dodatnie”. Po pierwsze lepsze samopoczucie, po drugie lepsza kondycja, po trzecie zdrowie (moja wątroba odetchnęła z ulgą, co widać na wynikach badań - próby wątrobowe wróciły do normy, a poziom tkanki tłuszczowej spadł z 40,2 proc do 36 proc.). Po czwarte ubrania, które przestają pękać w szwach.

Oczywiście, są także minusy - będę musiał zmienić garderobę, bo ubrania przestają na mnie pasować. Ale takiego problemu życzę każdemu, kto się odchudza.

Akcja się kończy, ale ja nie kończę pracy nad sobą - jest jeszcze sporo kilogramów, które chciałbym stracić. Teraz wiem, jak to zrobić. Dlatego jestem pewien, że przyjdzie taki dzień, w którym słowo „gruby” zniknie z listy przymiotników, które mnie opisują.

Dziękuję wszystkim, którzy mnie wspierali. Wielki dzięki dla Moniki Eitel i Justyny Góźdź za to, że namówiły mnie na przystąpienie do akcji. Dziękuję Dorotce Frontczak, koleżankom i kolegom z drużyny za wspólną walkę. I mojej ukochanej Agnieszce, bo bez jej wsparcia i miłości, moje odchudzanie nie tylko by się nie udało, ale też nie miało by sensu.

20:59, dorota_frontczak , Liwiusz Głuc
Link Dodaj komentarz »
Michał schudł 11 kg

Będzie mi brakowało opieki dietetyka, trenera. W kontekście drugiej tury wyborów prezydenckich ta smutna refleksja uświadomiła mi, że mam w sobie coś z elektoratu socjalnego czyli do pewnego stopnia lubię, jak ktoś podejmuje za mnie decyzję i nade mną czuwa. Na pewno będzie mi brakowało współzawodnictwa, które uwielbiam.

Czego nie będzie mi brakowało? Widoku zapasionej gęby w lustrze. I uwag znajomych, którzy wiedząc, że uczestniczę w akcji za punkt honoru stawiali sobie kilka razy dziennie zadawać mi te same pytania: Jak odchudzanie? Ile schudłeś? Ciężko jest? Oczywiście zdaję sobie sprawę, że przystępując do akcji zdecydowałem się, jak to mówi pewien kontrowersyjny publicysta - „dawać świadectwo”, ale jestem tylko słabym człowiekiem i pytania te zaczęły szybko wyprowadzać mnie z równowagi.

Co mi zostanie po akcji? Zwracanie uwagi na to, co się je i w jakich ilościach, wyrzuty sumienia gdy zgrzeszę, no i najważniejsze - sport.

Czy czegoś żałuję? Że dłużej nie wytrwałem w reżimie dietetycznym i ośmielony pierwszymi sukcesami zbyt wcześnie zacząłem kombinować na własną rękę. Zapłaciłem za to ogromną cenę - dwa kg mniej niż sobie założyłem na początku akcji.

A teraz mini Koncert Życzeń: Dziękuję mojej żonie Kasi, która dzielnie mnie wspierała zarówno psychicznie jak i logistycznie (przygotowywanie posiłków). Wszystkim uczestnikom „Drużyny Odwagi”, którzy schudli mniej ode mnie - dzięki wam mam lepsze samopoczucie! Ale także uczestnikom, którzy schudli więcej ode mnie, bo uświadomili mi, że skoro nie schudłem tyle, co oni, to znaczy, że miałem mniej do zrzucenia.

Iza schudła 12 kg

Schudłam 12 kg, choć miało być 15 kg, ale i tak jestem z siebie dumna. Noszę ubrania o dwa rozmiary mniejsze i zakupy stały się wreszcie przyjemnością. Podobam się sobie, jestem pewna siebie, szczęśliwsza, silniejsza i spełniona.

Moje ciało wreszcie pasuje do mojego trybu życia, osobowości i mam wrażenie, że w końcu się dogadaliśmy. Okazało się, że potrafię być cierpliwa, iść do celu małymi krokami, potrafię być też konsekwentna i co najważniejsze dobra dla siebie. Teraz to nie jedzenie rządzi mną, tylko ja decyduje o wszystkim. Przekonałam się, że wszystko jest możliwe, jeśli się tylko chce i jest się konsekwentnym - to bezcenna lekcja. Zrozumiałam też, że nawet do odchudzania potrzebna jest odwaga, a ja jestem odważna. Nauczyłam się jeść zdrowo i regularnie do tego stopnia, że mój brzuszek mógłby nastawiać zegarek. Sport był ważny dla mnie już od dawna, ale dopiero dziś widzę efekty ćwiczeń.

Ważę 74 kg, ale dla mnie akcja się jeszcze nie skończyła. Do połowy wakacji chciałabym jeszcze schudnąć 5 kg. Nie boję się, że moja wola osłabnie, bo mój sposób odżywiania nigdy nie będzie już taki jak dawniej – dorosłam i wiem, że sobie poradzę. Dziękuję wszystkim za wsparcie i wyrozumiałość.

 

20:38, dorota_frontczak , Iza Olendzka
Link Komentarze (4) »
środa, 16 czerwca 2010
Pożegnanie

Jestem wstrząśnięta wiadomością, że Pan Marek Łebkowski - uczestnik naszej drużyny, wybitny kucharz, smakosz i autor książek kulinarnych, zmarł nagle. Nie wiem, co pisać, wszystko wydaje się wyświechtane. Bardzo mi przykro. Współczuję rodzinie, przyjaciołom i kolegom Pana Marka z Telewizji Polskiej.

Panie Marku, do zobaczenia! 

Dorota Frontczak, koordynatorka akcji ”Polacy, odwagi!”

11:24, dorota_frontczak , Marek Łebkowski
Link Komentarze (1) »
piątek, 11 czerwca 2010
Co gubi Ewę

Nie mogę, no po prostu nie mogę zejść poniżej 64 kg. Wiem dlaczego – za rzadko chodzę na siłownię! I za często wyjeżdżam. I w dodatku nie sama.

Ostatni wyjazd nad Biebrzę. Wiejska chałupa , drewniany stół, ławy, przyjaciele,  wspólne śniadanie. Przyjaciele przywieźli: dwa rodzaje serka, parówki, pasztet, trzy rodzaje sera żółtego, pomidorki, ogórki, masełko, powidło, pyszny chlebek. I postawili wszystko na stole. A w dodatku rano zrobili zbiorową jajecznicę na masełku. No i siedź tu przy stole, zjedz sobie jeden kawałek chleba z chudym serkiem, łyżkę jajecznicy i patrz, jak inni jedzą.  Łatwe? No nie! A potem po brodzeniu po zalanych łąkach biebrzańskich – obiad na świeżym powietrzu.

To i tak cud, że nie przytyłam. Spięłam się po powrocie znad Biebrzy i dzisiaj rano ważyłam 64 kilo. Czyli jest szansa że za dzień, dwa zobaczę cyfrę 3. TRZY! Na razie jest tak: wchodzę w rzeczy sprzed roku i dwóch, ale te sprzed 5 lat dalej opięte. Tyle, że chociaż zamek błyskawiczny zasuwam...

15:12, dorota_frontczak , Ewa Podolska
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 10 czerwca 2010
Agnieszka na pikniku z kiełbaskami

Wydaje mi się, że akcja trwa wieczność ale mam nadzieję, że zostanie w mojej głowie na całe życie.
Już nawet nie wchodzę na wagę codziennie:) choć może dlatego, że tydzień się urlopowałam.
Znowu nie chodziłam na siłownię ale za to 2x w ciągu tego tygodnia pływałam w jeziorze raz ze szwagrem ale potem sama desperatka bo dla innych woda była zbyt zimna. Raz wskoczyłam na rower kiedy inni spali jeszcze po imprezie.

Żeby nie było, że całkiem oszalałam, jeden wieczór był mój - piłam winko i jadłam kiełbasę z grilla - pycha. Najważniejsze, że ważę już o 11 kg mniej od początku akcji... hura, nawet kiełbasa mi nie zaszkodziła i kilka ulubionych pistacji.

Zaraz znowu wrócę na siłownię choć zauważyłam, że jak zaczynam regularnie ćwiczyć waga nieco idzie w górę. Podobno mięśnie ważą więcej niż tłuszcz, może dlatego... Tak czy inaczej ruch jest wskazany bo ciało wygląda zupełnie inaczej, dużo dużo lepiej i ładniej się traci kilogramy.

Pilnuję się cały czas z jedzeniem ale nie stosuje żadnej ścisłej diety. Jedzcie często a mniej i koniecznie śniadania - to działa! Choć wiedziałam o tym od zawsze dopiero drużyna mnie zmobilizowała.

Reasumując trzymam się nieźle i ważę 62kg.

środa, 09 czerwca 2010
Agata schudła 10 kg

Zimno żle, upalnie jeszcze gorzej!!!! Nie chce mi się ruszyć ani ręką ani nogą. Dlatego bywam na siebie wściekła! Muszę wrócić do starego, czyli już nowego stylu bo moje niezadowolenie z siebie zaczyna być irytujące dla przyjaciół z pracy!

PS. Ubyło 10 kilo, a powinno ubyć jeszcze ok.30! Dlatego na pewno nie skończę z siłownią pod koniec czerwca. Znów mogłabym się czuć jak podstarzała grubaska. Wolę być grubaską zdrową i młodą!

15:03, dorota_frontczak , Agata Sierant
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 01 czerwca 2010
Iza: pierwszy kryzys

Myślałam, że mnie to ominie, myślałam, że co tydzień 1 kg mniej należy mi się jak psu buda. Niestety... od dwóch tygodni nie chudnę nawet grama. Waga zatrzymała się na 76 kg.

Od dwóch tygodni jestem też chora, skończyło się na zapaleniu oskrzeli i antybiotykach. Pocieszam się, że choroba ma wpływ na wagę. Ale nie oszukujmy się brak treningów, osłabienie i potrzeby organizmu robią swoje. Straciłam (mam nadzieję tymczasowo) węch i smak, a mój organizm domaga się czosnku, miodu, soku malinowego i niestety orzechów w każdej postaci. Zjadłam przez ten czas: laskowe w czekoladzie gorzkiej i mlecznej, arachidowe, ale prażone bez tłuszczu i soli, a teraz dostałam od cudownej koleżanki wielką torbę orzechów włoskich prosto z jej działki (dziękuję Aniu! Wykorzystam je teraz do sałatek, ale w przepisowych ilościach).

Pani Ewa z Vitalii dała mi kilka słów otuchy i powiedziała, że organizm domaga się tego i wie sam najlepiej czego potrzebuje. Niby tak, ale nie w smak mi to wszystko, bo niweczy to moje plany i straciłam już 2 tygodnie do końca akcji.

Trudno... zdrowie ważniejsze, ale i tak od wczoraj jem już bez zachcianek. Biorę się ostro do roboty, choć nadal męczy mnie jeszcze kaszel i katar, to w środę idę na siłownię. Jestem taka słaba, że wejście po schodach męczy mnie niczym 10 kilometrowy maraton. To wszystko wybiło mnie z rytmu, ale czuję, że już wracam do gry :).

Dziś zmierzyłam się centymetrem pierwszy raz od 28 kwietnia.. Efekt? Czad!!! Wspaniale: 11 cm mniej w biodrach i 9 cm mniej w talii, gorzej, że gdzie indziej też „imponujący” wynik i musiałam zrobić pierwsze zakupy ubraniowe, a raczej bieliźniarskie.

W nagrodę za 10 kg mniej kupiłam sobie też sukienkę i zrobiłam pierwszą od miesięcy przymiarkę różnych ubrań w sklepie. Na górze mieszczę się w rozmiar M, a na dole w L. Jestem zachwycona, a moje piski w przymierzalni na pewno na długo zapadną w pamięci paniom w sklepie. Wyjęłam dziś spodnie, które nosiłam jeszcze w marcu, dziś spadły ze mnie niczym worek na kartofle. Odczuwam mocno braki w szafie, ale zakupy planuje dopiero na lipiec. Dzięki Bogu nie wyrzuciłam wszystkich ubrań z przeszłości i jakoś przetrwam ten okres.

A ponieważ nie mogę jeszcze stroić się w nowe piórka, to postanowiłam ściąć włosy, znamienne... Miałam poczucie, że stara fryzura nie pasuje już do mojej twarzy i przytłacza mnie. Wielomiesięczne zapuszczanie włosów okazało się bezcelowe, no i dobrze.

A teraz małe porównanie mojej fizjonomii, bo widać różnicę gołym okiem.

Sylwester 2009/2010                                  Dziś

12:45, dorota_frontczak , Iza Olendzka
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 17 maja 2010
Agnieszka: Gofr, morze i skręcona kostka

Cudowna majówka przedłużyła się o kilka dni.
Problem polega na tym, że wiązała się z tygodniowym urlopem i posiłkami poza domem.
Spędziłam ten czas dosyć aktywnie, dominowały bardzo długie spacery brzegiem morza.
Nawet raz w ciągu tego tygodnia byłam na siłowni, lało i tylko dlatego plener odpadał.
Posiłki regularne 3x dziennie podane pod nos, wszystko zdrowe, gotowane ale na pewno miały więcej kalorii, niż te, które obowiązują w diecie... ale cóż, czy jestem skazana całe życie na wyrzeczenia?
Przyznaję zjadłam jednego gofra z bitą śmietaną (mniam), no i efekt jest taki że przytyłam 700g. A teraz jeszcze na domiar złego skręciłam nogę i raczej w tym tygodniu nie poszaleję sportowo.
To będzie moja chwila prawdy, czy wytrwam w tym tygodniu bez ćwiczeń, żeby utrzymać mają wagę.
Mogę już nawet nie chudnąć, byle tylko nie przytyć! Teraz ważę 65 kg, zatem od początku akcji straciłam 8 kg, zakładałam 10 kg mniej do końca czerwca. To jeszcze tylko 2 kg, ale chyba najtrudniejsze.
Zresztą nawet jak tego nie osiągnę to i tak czuję się wspaniale. I nawet usłyszałam parę razy "nie chudnij już więcej”

CHCE SIĘ ŻYĆ :-)

15:05, dorota_frontczak , Agnieszka Majchrzyk
Link Komentarze (1) »
piątek, 07 maja 2010
Ewa na wyjeździe

Wyjechałam z Warszawy. Katastrofa. Zero wagi. Pełno pokus. Najpierw wesele. Śląskie wesele. Na weselu pyszny obiad: rolada i śląskie kluski. Zjadłam 15. Trudno. Odtańczę - pomyślałam. Potem był pyszny deser. Gruszki w sosie szodonowym, polane strumyczkiem czekolady. Też zjadłam.

Myślę, że odtańczyłam nie więcej niż 5 klusek. Wiem coś o tym -  patrzę na ilość spalonych kalorii, gdy przebieram nogami na bieżni. 40 minut szybkiego marszu i zaledwie 200 kalorii spalone.

Potem był wielki zastawiony stół. Nie ruszyłam. No tylko kawałek tortu.

Po weselu były inne okazje towarzyskie. Usiłowałam nie zaczynać, żeby nie pójść na całość. Udawało się do czasu. Gdy wczoraj podano między innymi michałki to skosztowawszy jednego, nie zważając na formy towarzyskie w ciągu 2 minut sięgnęłam po następne 5. Aż się boję jutro zważyć. Nie byłam na siłowni i na rowerze też nie jeździłam. Tyle tylko, że codziennie ćwiczyłam na dywanie.
Wyjazdy są baaaardzo niebezpieczne. Szczególnie w towarzystwie takich co od dziecka chudzi, jedzą maleńko, ale chcą by w domu BYŁO! I mają swoje rytuały - o 11 godzinie kawka z mleczkiem i MUSI być coś słodkiego. Potem deser. Jedzą jak krasnoludki, ale w domu na stole andruty leżą. I batonik. I 5 ciasteczek polanych czekoladą. 

Unikajcie takich sadystów!

14:40, dorota_frontczak , Ewa Podolska
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 15